czwartek, 14 lipca 2016
Dwudziesty trzeci dzień wydłużania
Za długo cieszyłam się bezbolesnym wydłużaniem. W nocy spałam jak zwykle. Jednak obudziłam się dość wcześnie, bo przed ósmą, a normalnie nie można mnie dzięki temu aparatowi dobudzić przed 10-tą. Obudziłam się z bólem kolana. Najpierw myślałam, że kolano mi się po prostu zastało przez noc i muszę je rozchodzić, więc poszłam do łazienki. Do łazienki doszłam, z wielkim trudem oraz bólem załatwiłam, co miałam załatwić i chciałam wrócić, ale z tym nie było już tak prosto. Ostatkiem sił jednak wróciłam do łóżka i położyłam się z powrotem. Poleżałam trochę, ale ból nie ustawał, a wręcz się nasilał. W pewnej chwili ból był już tak mocny, że do oczu zaczęły mi się cisnąć łzy i wtedy do pokoju weszła moja mama, żeby mnie obudzić i zastała mnie płaczącą. Mama dała mi Pyralginę i trochę przeszło, ale kiedy przyszła pora ćwiczeń, nawet po Pyralginę kolano bardzo bolało i w ogóle nie chciało się zginać. Ale jakoś udało mi się je trochę rozruszać. Po południu znowu kolano zaczęło boleć i tym razem wzięłam Paracetamol. Poczekałam pół godziny i kiedy już trochę zaczął działać wybrałam się do łazienki. To nie był najlepszy pomysł, ponieważ w połowie drogi kolano zaczęło mnie tak boleć, że nie mogłam już zrobić ani kroku więcej. Dobrze, że w domu był mój brat podał mi krzesełko i Pyralginę tata zaniósł mnie do łazienki. Kiedy już wracałam Pyralgina zaczęła już działać i mogłam znowu chodzić, prawie bez bólu. Do wieczora trochę jeszcze bolało, ale nic nie brałam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz